- Heniu, kupiłeś rodzynki? – wołam do Henia po przekopaniu całej kuchni w bezowocnym ich poszukiwaniu.
- Yyyyyyy yyyyy – słyszę w odpowiedzi i już wiem, że ciężko będzie z Henia wydusić jakiekolwiek o nich informacje. Może dlatego, że ich nie zjadł. W przeciwnym wypadku próba ich wyduszenia mogłaby odnieść skutek:-)
- Zapomniałem… nie kupiłem – Henio w końcu wydusił sam z siebie, a potem… wyprężył się dumnie, zatrzepotał zalotnie rzęsami i zadeklarował – ja będę Twoim królewskim rodzynkiem!
Rzeczywiście rozmiary to Henio ma królewskie:-) Ale cała reszta nijak się miała do rodzynka. W życiu nie widziałam rodzynka trzepoczącego rzęsami i za bardzo nie wiedziałam, o co Heniowi chodzi. Może o to, że stanie na rzęsach, żebym zdobyć dla mnie upragnione bakalie? Rzeczywiście koniec końców Henio udał się do sklepu. Po powrocie ochoczo trzykrotnie zmielił ser na sernik wiedeński, w którym rodzynek nie brakowało. A po sernikowej uczcie, sowicie obsypani okruszkami (tak tak, mi to też się czasem zdarza) oboje wyglądaliśmy jak… rodzynki w cieście:-)
Przepis na sernik znajdziecie TUTAJ.
Komentarze 6
dodaj komentarzRobiłam parę podejść do sernika, ale z lenistwa zawsze dawałam ser z kubełka. Trzeba sie w końcu do mielenia przekonać
. A rodzynki gdziekolwiek daję – zawsze wcześniej moczę w rumie :p
rodzynki w cieście są po to, aby je wydłubywać ;P
Uwielbiam wydłubywać rodzynki z ciasta. Królewskie są najlepsze. A może sułtańskie… Już sie pogubiłam
Teraz zachorowałem na ten sernik :]
Moj malzonek nie cierpi rodzynkow w ciescie, dziecko odziedziczylo to po nim. Szwagier i siostrzeniec maja tak samo. Swiat powariowal